|
Dzikie Pola. Rosja
drewniana, gdzie trojka mknie po skrzypiącym śniegu, dzwonki w uprzęży
się wdzięczą do świata i para bucha z końskich nozdrzy. Pęd! Zostają
w dali strzechą kryte chatki, gdzie dym z kominów się nisko ściele. Tam
babuszki zakutane w chusty i walonki popatrzą ci prosto w oczy, one już
wszystko wiedzą, tam cyrylica pisane życie jest tak przenikliwe jak smutne
oczy pozłacanej ikony. Tam Ruś cerkiewna, gdzie wilki i zaspy i białe
brzozy, gdzie watażka się śmieje w glos, czapka w ręku, koń w galopie,
tryska śnieg spod kopyt, płatki wirują i skrzą się w słońcu tak samo jak
podwieczorny mróz na małych szybkach zadymionej karczmy, gdzie ochryple
glosy wtórują gitarze w jeszcze jednej tęsknej balladzie, gitara i bałałajka,
mocna wódka i czarna noc, niespokojne marzenia i poezja tak tajemnicza
jak uśmiech tamtej dziewczyny... Ech raz, jeszczio raz ! Ech
raz, jeszczio raz !
|